Tort z flagą amerykańską

7 komentarzy

Z ciastem udekorowanym amerykańską flagą wiążą się miłe wspomnienia. Upiekłam je dwa lata temu, dla przyjeżdżającego ze Stanów Zjednoczonych chłopaka - mojego obecnego męża.  Pyszne, nietrudne, a wykonanie go nie zajmuje dużo czasu. Najlepiej użyć do tortu świeżych owoców, choć smakuje równie dobrze zrobione z tych mrożonych. Upiekłam ten tort korzystając z przepisu ze strony mojeciasto.pl




SKŁADNIKI

biszkopt:
  • 5 jajek
  • 3/4 szklanki białego cukru
  • 3/4 szklanki mąki pszennej
  • 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
krem:
  • 2 śmietany 30% o objętości 0,4 l
  • 4 płaskie łyżki cukru pudru
  • 4 sztuki śmietan-fixu
  • galaretka o smaku owoców leśnych lub malinowa 
  • borówki amerykańskie i maliny

WYKONANIE

  • Ubij białka na sztywną pianę, a pod koniec wsyp cukier. 
  • Następnie, nie zapominając o ciągłym ubijaniu, dodaj powoli żółtka. 
  • Na samym końcu dodaj mąki i delikatnie wymieszaj. 
  • Przelej masę na biszkopt do formy o wymiarach  23x27. 
  • Wstaw do piekarnika na 180°C i piecz przez około 45 -50 minut. 
  • Po tym czasie wyjmij biszkopt i poczekaj, aż ostygnie. 
  • Przekroj go wzdłuż na dwie części tej samej wielkości.
  • Galaretkę przygotuj według przepisu na opakowaniu. 
  • Gdy będzie już gotowa, pokroj na kosteczkę.
  • Śmietanę ubij na sztywno, pod koniec dodaj cukier puder wymieszany ze śmietan-fixem. 
  • Podziel ją na połowę.
  • Do jednej części kremu dodaj pokrojoną w kostkę galaretkę.
  • Przełóż nim biszkopt.
  • Wierzch drugiego biszkoptu posmaruj pozostałą śmietaną.
  • Ułóż owoce tak, aby utworzyły wzór flagi amerykańskiej.
  • Ciasto przechowuj w lodówce.




Smacznego!





»czytaj dalej»"

Gdzie wiedźma spotyka się z wampirem, czyli podróż do Nowego Orleanu

12 komentarzy , ,



Już przed wyjazdem do Nowego Orleanu wiedziałam, że się w nim zakocham. Pomimo tego, że czytałam wiele różnych opinii o tym mieście - jedni byli zachwyceni, inni rozczarowani - byłam pewna, że mnie Nowy Orlean nie zawiedzie. Podróż zajęła nam niecałe 5 godzin.


Przejechaliśmy Alabamę, Mississippi i znaleźliśmy się w Luizjanie. Zaparkowaliśmy na parkingu niedaleko cmentarza, którego zwiedzenie jednak zostawiliśmy sobie na następny dzień i poszliśmy do najstarszej części miasta - French Quarter.



Nietrudno było znaleźć Bourbon Street - zawsze przyciągającą wielu turystów, pełną restauracji i klubów nocnych ulicę. Było głośno, wesoło, a niedługo po tym, jak się zjawiliśmy, przeszła ulicą parada. Po tej kilkugodzinnej podróży staliśmy się naprawdę głodni, weszliśmy więc do jednej z restauracji.




Zamówiliśmy nowoorleańskie trio (The New Orleans Trio) oraz żabie udka (Frog Legs), których nigdy wcześniej nie jedliśmy. Muszę powiedzieć, że oba dania były pyszne!







Już najedzeni, udaliśmy się na spacer po innych, mniej zatłoczonych ulicach.



W Nowym Orleanie częstym widokiem są powozy ciągnięte przez muły. Zwierzęta te obecne są w tym mieście od wielu, wielu lat. Wytrzymałe, radzą sobie lepiej od koni w gorącej i wilgotnej Luizjanie. 




Chodziliśmy i chodziliśmy, a mi wciąż było mało Nowego Orleanu. Na całe szczęście mieliśmy jeszcze jeden dzień, aby lepiej poznać to miejsce. W niedzielę zaparkowaliśmy tam, gdzie dzień wcześniej, czyli przy cmentarzach. Tym razem jednak mieliśmy zamiar je zobaczyć. Bo co, jak co, ale cmentarze w Nowym Orleanie odwiedzić trzeba.






W Nowym Orleanie jest wiele wycieczek z przewodnikami. Można uczestniczyć w wyprawie po cmentarzach i posłuchać o ludziach, którzy są na nich pochowani albo na takie, podczas której przewodnik opowiada o nowoorleańskich wampirach, voodoo lub wiedźmach. Niestety, nie uczestniczyliśmy w ani jednej, ale mam nadzieję, że następnym razem nam się uda. 

Jestem miłośniczką powieści Anne Rice (autorka m.in. cykli Kroniki Wampirów, Dzieje czarownic z rodu Mayfair), dlatego zobaczenie jej domu było kolejnym obowiązkowym punktem naszej podróży po Nowym Orleanie. Wsiadliśmy w samochód i pojechaliśmy w znaleziony dzięki pomocy Google adres.




Okolica, w której mieszka jest przepiękna. Ogromne stare domy, przy których rosną równie ogromne i stare (a może i jeszcze starsze) drzewa. Spacerowanie po tej części miasta sprawiło mi chyba największą przyjemność. Kocham patrzeć na zabytkowe, piękne budynki, a tutaj było ich pod dostatkiem!



Niestety, czas uciekał, a my mieliśmy jeszcze kilka rzeczy do zobaczenia, więc ponownie ruszyliśmy w drogę. Zaparkowaliśmy, oczywiście, znowu niedaleko cmentarza (chyba jedyne darmowe miejsce parkingowe, które znaleźliśmy w Nowym Orleanie!). 



Spacerując po nowszej części miasta i uznając, że jednak wolimy spędzić czas w najstarszej dzielnicy, wróciliśmy do French Quarter. Tam poszliśmy do...



...muzeum voodoo.



Pomimo niewielkich rozmiarów muzeum znajdziemy w nim wiele zdjęć i informacji o wyznawcach voodoo. Zgromadzone są tam też przedmioty wykorzystywane w rytuałach, maski i inne eksponaty powiązane z tym kultem.




Gdy dzień zaczynał zbliżać się ku końcowi, poszliśmy zobaczyć raz jeszcze rzekę Mississippi i mosty Crescent City Connection. 




Zwieńczeniem naszego pobytu była kolacja w historycznej restauracji The Court of Two Sisters.
Kiedy kelner zaprowadził nas do stolika na tarasie i zobaczyłam ten przepiękny wystrój, zaniemówiłam. Po raz kolejny jedzenie w Nowym Orleanie było pyszne. I jak tu nie zakochać się w tym mieście? 


»czytaj dalej»"

Spacerując między azaliami - wycieczka do Callaway Gardens

8 komentarzy , ,

Dzisiejszy post będzie o o parku Callaway Gardens w Pine Mountain w stanie Georgia.
Park ten ma powierzchnię 2600 hektarów i został założony w 1951 roku, aby ochronić rosnące tam azalie. Kiedy pojechaliśmy do tego miejsca miesiąc temu, nie spodziewałam się, że ujrzę aż tak wiele pięknych roślin. Niemal zawsze, gdy gdzieś jedziemy, zabieram ze sobą aparat... Tak było i tym razem. Na szczęście!





Dosyć zdjęć kwiatów. Zdecydowanie największe wrażenie zrobiło na mnie motylarium. Nic w tym dziwnego, wszak uwielbiam motyle i mogłabym siedzieć w ich towarzystwie godzinami. Gatunków latających wokół mnie było pełno, a każdy inny. Ta mnogość kolorów! Coś pięknego.










Po wyjściu z motylarium udaliśmy się na plaże, która jest największą na świecie stworzoną przez człowieka plażą z białym piaskiem.

























Callaway Gardens to idealne miejsce wypoczynkowe na weekend. Ma wszystko to, czego potrzeba, aby się zrelaksować. Myślę wieć, że niebawem znowu je odwiedzimy.

»czytaj dalej»"

Panama City Beach

9 komentarzy , ,


Kilka tygodni po przylocie do USA wybraliśmy się z moim, wtedy narzeczonym, a obecnie już mężem, do Panama City Beach. To bardzo popularne miejsce wypadowe wielu Amerykanów, zwłaszcza podczas spring break, czyli przerwy wiosennej na studiach i w szkole. Liczba przyjeżdżających do tego miasta studentów oraz uczniów w czasie jej trwania wynosi co roku ponad 100 000. Jeżeli chcecie uniknąć tłumów, lepiej nie odwiedzajcie Panama City Beach w marcu i czerwcu.



Panama City Beach to było moje pierwsze zetknięcie z Florydą. Już siedząc w aucie i wpatrując się w zmieniający krajobraz za oknem wiedziałam, że ten stan mnie nie rozczaruje. Trzy i pół godziny drogi i przenieśliśmy się ze stolicy Alabamy na jedną z najpiękniejszych plaż na świecie.




Niesamowicie biały piasek i czysta, błękitna woda sprawiają, że to idealne miejsce na wypoczynek. Panama City Beach to jednak coś więcj niż tylko plaża i wody zatoki meksykańskiej.



To duża liczba barów i klubów nocnych oraz pokaźnych rozmiarów centrum handlowe powoduje, że Panama City Beach jest tak chętnie co roku odwiedzana przez studentów.


powyższe zdjęcie pochodzi ze strony www.visitpcfla.com


W Panama City Beach byliśmy jedynie przez trzy dni. Czas ten spędziliśmy spacerując czasem po plaży, a czasem między kolorowymi budynkami. Jedliśmy ogromne, przepyszne lody i wylegiwaliśmy się w słońcu Florydy. W ostatni dzień naszego pobytu zebraliśmy ten niesamowicie biały piasek, aby po powrocie umieścić go jakimś ładnym naczyniu. Nie wiem, czy odwiedzimy jeszcze Panama City Beach, ale jednego jestem pewna: na Florydę na pewno wrócimy!


»czytaj dalej»"

Najtrudniejszy pierwszy post

10 komentarzy


Uwielbiam pisać odkąd pamiętam. Opowiadania, wiersze, nawet powieści! Jednak to mi nie wystarczyło. Od kilku miesięcy w mojej głowie kiełkowała myśl o posiadaniu własnego bloga. Jak się okazało, założenie i wybranie nazwy nie było najtrudniejszą rzeczą z tym związaną. Ten blog powstał już jakiś czas temu i przymierzałam się do napisania pierwszego posta od tamtego momentu, ale dopiero dzisiaj postanowiłam to uczynić.

Dziś mijają trzy miesiące i dwa tygodnie od czasu mojej przeprowadzki do Stanów Zjednoczonych. Chyba najwyższy czas, żeby zacząć pisać, jeśli w ogóle chce się pisać, prawda?
»czytaj dalej»"

 

obserwuj

Archiwum